Rajd Pod Prąd
15 października 2011 roku Delegatura Mosina Automobilklubu Wielkopolski zorganizowała X Rundę Turystycznego Pucharu Polski i V Rundę Mosińskich Mistrzostw Motorowych, czyli "Rajd pod prąd".
RELACJA ZWYCIĘSKIEJ ZAŁOGI
1..., 2...., 3..., próba czcionki :-)
Witajcie kochani
Dawno nie miałem okazji do wypowiedzi jako zawycięzca. Ciekawe dlaczego?
Może Bóg nawigacji – Wielki Iti obraził się na naszą załogę, może wraz ze sprzedażą naszego ukochanego „osiołka” pozbyliśmy się również „rajdowego nosa”, inteligencji i kilku innych elementów, które są niezbędne, aby rozczytać zakrzywienia świadomości złośliwca – organizatora (nie mylić z szują organizatorem). Mniejsza o to – mam opowiadać o rajdzie. No więc...
Pogoda była piękna. Słoneczko nas rozgrzewało przez szybki w autach – cóż więcej można chcieć w połowie października? Zebraliśmy się w obserwatorium w Borówcu. Powiem szczerze – gdyby mi ktoś powiedział wcześniej, że tam się takie poważne rzeczy mierzy i obserwuje to chyba zabiłbym go śmiechem. Na pierwszy rzut oka budynki wyglądające jak internat szkoły oszalałych weterynarzy leśnych, ale potem okazało się, że to wielce poważna instytucja.
Podczas wycieczki sympatyczny Pan opowiadał w bardzo przystępny sposób czym zajmuje się owo obserwatorium. Jeszcze przed startem mieliśmy do wykonania próbę rekreacyjną. Rajd nosił nazwę „Pod prąd” to i próba była jak najbardziej tematyczna. Kabelki, „kostki łączówki” i bardzo wysłużone śrubokręty – zabawa była przednia, na twarzach uczestników skupienie mieszało się z nieopisaną radochą.
W końcu wystartowaliśmy i udaliśmy się tak jak kazał iti do Kórnika – żeby nie było za łatwo trzeba było jechać od tyłu itinerera, bo tam tym razem był start. W sekrecie Wam powiem, że mój kochany pilot przewertowawszy po raz „enty” papierzyska wyraził swą opinię – ale nie powiem co mówiła hihihihihihiiiii – ja powiedziałbym to już po trzeciej kratce hihihihi.
Rajd z pozoru prosty, wymagał jednak ciągłej koncentracji, moment nieuwagi i ….. no właśnie – zgubiliśmy jedną ulicę przed rynkiem w Bninie, ale inni też nie grzeszyli zbytnią uważnością :-)
Meta pierwszego odcinka była na stacji „Ciuchci” w Środzie. Była „drezynowa jazda bez trzymanki” - super zabawa, było zwiedzanie stacji, był test – zawsze na koniec organizator musi wszystko zepsuć testem :-) . Startujemy na drugi odcinek – ulicami Środy, oczywiście nie obyłoby się bez choinki, bo po co ma być tak łatwo. Na PKC-u dostaliśmy pączki na osłodę a teraz pociągnęli nam z choinki, ale dobra – z kłopotami, bo z kłopotami, ale przejechaliśmy.
Teraz przez Słupię Wielką do Śniecisk. Mamy zwiedzić kościół. Proboszcz nawet fajny „list” do nas napisał :-).
Oczywiście znowu test, hihihihi, policzyliśmy dzwony – źle jak się później okazało – jedziemy dalej. Dojeżdżamy do Zaniemyśla, zwiedzamy kościół, liczymy lampy :-) uzupełniamy test i jedziemy dalej. Meta – nareszcie, a może szkoda bo bardzo fajnie się jechało.
W tym miejscu pragnę pochwalić autora trasy i „weryfikacza” bo odwalili kawał dobrej roboty – nareszcie trasa na której trzeba myśleć, nie ma „być może”, nie było praktycznie żadnych wątpliwości jak pojechać. Moja przeurocza pilotka aż cmokała :-) z zachwytu.
Jeszcze tylko próba samochodowa, tradycyjny dowcip od Gabryelczyka i do bazy.
Aha jeszcze jedno – może mięsko obiadowe trochę długo się żuło hihihihihhhiiiiii, ale za to rosołek był pierwsza klasa!!!.
Z kronikarskiego obowiązku dodam, że drugie miejsce zajęły „Sudoły”, a trzecie „Solberg” z małżonką :-), gratulujemy bardzo serdecznie.
Jeszcze raz dziękujemy organizatorom za super zabawę i prosimy o więcej przyjemności rajdowych podanych w tej jakości.
Pozdrawiam w imieniu załogi
Tomek


| Plik | Rozmiar |
|---|---|
| 102 Kb |
| « poprzednia | następna » |
|---|




